Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

Pieniądze. Duże pieniądze. Prawie każdy ich chce, mało kto je ma. I prawie nikt nie rozumie, czym pieniądze tak naprawdę są. Więc czym są i jakie są pieniądze?

Czytam właśnie książkę „Cold hard truth: On business, money and life”. Jej autorem jest znany z amerykańskiego Shark Tank (oraz kanadyjskiego Dragon’s Den) Kevin O’Leary. Jakiś czas temu O’Leary sprzedał swoją firmę za prawie 4 miliardy dolarów – można więc uznać, że wie co nie co na temat pieniędzy. Dodatkowo – jeśli oglądasz Shark Tank – a jako osoba interesująca się biznesem musisz oglądać, wiesz, że jest on najbardziej brutalnym i do bólu szczerym ze wszystkich rekinów. Jako że pieniądze są dla niego najważniejsze, już w pierwszych słowach książki trafiłem na taki oto kawałek:

(…) Nauczyłem się jednej z najważniejszych zasad kapitalizmu: pieniądze mogą trafiać do złych ludzi, ale nigdy nie trafiają do złych pomysłów. To dlatego ludzie, dla których robienie pieniędzy polega na tym, że „bardzo się ich chce” albo „bardzo stara się wizualizować korzystne okoliczności” skończą marnie. Jedynym sposobem robienia pieniędzy jest bycie kompletnie szczerym na temat tego, czym one są. Myśl o pieniądzach jak o grawitacji. To prawo absolutne i bezwarunkowe. Możesz do woli roztrząsać to co czujesz na temat grawitacji. Tylko czy będzie to miało znaczenie gdy zwisasz z urwiska?

Inni ludzie myślą, że robienie pieniędzy zależy od bycia dobrym czy złym. Ale pieniędzy to nie interesuje. Podobnie nie interesujesz ich ty, twoja rodzina czy twoja ojczyzna. I wcale nie musi to być negatywne. Pieniądze są neutralne. Pieniądze podążają tylko tam, gdzie czują się bezpieczne, co na ogół oznacza bliskość innych dużych pieniędzy.  Tak więc wzbogacanie się wymaga posiadania umiejętności myślenia w sposób taki, w jaki myślą same pieniądze. To z kolej oznacza nie mylenie pieniędzy z emocjami. Co więcej, uczucia są często przeszkodą na drodze do bogactwa, ponieważ uczucia, podobnie jak pogoda, są nieprzewidywalne, zawodne, trudne do utrzymania i bardzo zmienne. Pieniądze odnoszą się ściśle i bezpośrednio do faktów. (…) To dlatego uchodzę za szorstkiego, złego i brutalnego. Po prostu nakierowuję na siebie pieniądze (…). Oto prawda ostateczna na temat pieniędzy:  chociaż pieniądze nie troszczą się ani o mnie ani o ciebie, wymagają tego, by bardzo troszczyć się o nie.” Kevin O’Leary  „Cold, Hard Truth”

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje

Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

Najbardziej prostą – a więc i najbardziej powszechną – praktyką w małym biznesie jest konkurowanie ceną. Przy czym mówię tu o konkurowaniu niską ceną. Taktyka niemal zawsze prowadzi do problemów, zapaści albo śmierci biznesu.

Zanim opowiem o podstawowych powodach, dla których właściciele biznesów stawiają na niskie ceny, zobaczmy jak wygląda sytuacja, w której cenę obniżymy oraz podwyższymy 10%.

Za przykład niech posłuży nam biznes transportowy. Załóżmy, że zajmujesz się przewozem osób i że masz prosty przelicznik – 1 przejechany kilometr kosztuje u Ciebie 6 złotych. Twoje koszty to 4 złote, co oznacza, że Twój dochód z każdego przejechanego kilometra wynosi 2 złote (6-4=2).

Przejeżdżasz miesięcznie 5 tysięcy kilometrów, co daje 2 zł x 5 000 km czyli 10 tysięcy dochodu. Zobaczmy co się stanie, gdy obniżysz cenę o 10%.

Z 6 złotych za kilometr robi się 5,40 złotego, koszty są stałe, czyli 4 złote, co oznacza, że na każdym kilometrze zarabiasz 1,40 złotego. Przejeżdżając tę samą ilość kilometrów – czyli 5 tysięcy zarabiasz 7 tysięcy. Obniżając cenę o 10% straciłeś właśnie 30% swojego dochodu.

Teraz podnosimy cenę z 6 złotych na 6,60 złotego, czyli o 10%. Reszta pozostaje bez zmian – na każdym kilometrze zarabiasz nie 2 złote a 2,60 złotego. 2,6 zł x 5 000 km = 13 000 złotych. Podnosząc cenę o 10% zyskujesz 30%.

Warto więc zastanowić się, skąd bierze się „filozofia” niskich cen – i jak jej zapobiegać.

Powodów jest parę:

1) Wybór – jak pokazuje powyższy przykład, dość nierozsądny wybór. Granie na niską cenę wymaga paradoksalnie głębokiej kieszeni oraz systemów sprzedaży zapewniających minimalne koszty oraz maksymalną wydajność (patrz hipermarkety). Bycie najtańszym wymaga dużych nakładów pieniędzy, energii, wiedzy oraz logistyki.

2) Zbyt mało Klientów – w obawie, że stracisz tych, których już masz (oraz nie zyskasz nowych) obniżasz ceny. Zła taktyka – Klienci, którzy przyszli do Ciebie dla ceny – dla ceny odejdą. Tak więc popraw swój marketing a ceny zostaw w spokoju.

3) Strach – strach jest podstawowym czynnikiem, dla którego ludzie nie podnoszą swoich cen. Jeśli boisz się podnieść je na stałe – potestuj chociaż to rozwiązanie czasowo na części Klientów.

4) Brak sensownego zróżnicowania – jesteś kolejnym takim samym biznesem oferującym kolejny taki sam produkt czy usługę. To nie musi być prawdą – ale takie jest postrzeganie tego co robisz. Zaczynają traktować Ciebie i to co oferujesz jak towar na półce – więc kupują ceną. Zróżnicuj się. Popracuj nad swoim USP. Pokaż, że jesteś inny. Jak? Marketing i branding!

5) Brak pewności siebie – to na dobrą sprawę 4 powyższe punkty skumulowane w jedno. „Nie jestem godzien” – tak można podsumować tę strategię. Nie czujesz tego, że Twoja oferta warta jest więcej. Zacznij się szanować.Oni i tak i tak wydadzą te pieniądze – pytanie jedynie brzmi – kto jest otrzyma? Ty? Twoja konkurencja? Ktoś zupełnie inny?

6) Nadrobię wolumenem sprzedaży – przecież po obniżeniu ceny popyt wzrośnie, prawda? Niekoniecznie. Stosując tę taktykę musisz znać bardzo precyzyjnie wysokość swojej marży oraz punkt rentowności. Nie uda Ci się, jeśli nie znasz tych dwóch elementów. Jeśli Twoja sprzedaż poszybuje ostro w górę ale cyfry w biznesie się nie domkną (wystarczy, że ze wzrostem sprzedaży wzrosną koszty zmienne) jest po Tobie. Jak mawiają: „Najłatwiejszym sposobem na zrujnowanie złego biznesu jest dobry marketing”. Tak więc Twoja marża musi być większa niż koszty; i/lub ze wzrostem wolumenu sprzedaży Twoje koszty powinny spadać. Wtedy może się udać – pod warunkiem, że sprzedajesz towary. Jeśli jesteś w biznesie usług – masz niemal gwarancję, że wykrwawisz siebie i biznes.

Na koniec, zapamiętaj proszę to: Twoi Klienci nie kupują niskich cen. Oni kupują rezultaty – za optymalną cenę. Cena optymalna nie oznacza ceny najniższej.

Później opiszę taktyki, które pomogą Ci podnieść ceny utrzymując (lub zwiększając) ilość transakcji.

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje

Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

Główne hasło Marketingu na sterydach brzmi: „sprzedawaj więcej, większej ilości ludzi, za coraz większe pieniądze, coraz bardziej wydajnie.”

W tym wpisie pokaże sposób na to, jak sprzedawać za coraz większe pieniądze – czyli jak zwiększyć marże.

Większość Klientów z którymi rozmawiam, zastanawia się jak sprzedawać więcej, większej ilości ludzi. I jest to oczywiście pytanie ważne – ale pytanie ważniejsze brzmi – Czy chcesz sprzedawać to co oferujesz coraz drożej?

Pięknem wysokiej marży jest to, że nie powoduje podniesienia innych kosztów. Zwiększenie ilości Klientów lub zwiększenie ilości sprzedawanego towaru może podnosić Twoje koszty. Zwiększenie marży – nie. Zobaczmy teraz (dosłownie przez chwilę), jak podniesienie ceny o 15% spowoduje podwojenie Twoich dochodów.

Przykład jest prosty. Sprzedajesz towar A, który kosztuje 100 zł i sprzedajesz go w ilości 1000 sztuk miesięcznie. Obroty wynoszą tym samym 100 x 1000 czyli 100 000 (sto tysięcy złotych). Koszt wyprodukowania A wynosi 75 złotych, czyli w tym przypadku 75 000 (siedemdziesiąt pięć tysięcy). Twoje koszty stałe wynoszą 10 000 (dziesięć tysięcy) miesięcznie. Tym sposobem zarabiasz: 100 000 – (75 000 + 10 000) czyli 15 000 (piętnaście tysięcy) miesięcznie.

A teraz skontaktowałeś się ze mną i pomogłem zwiększyć Ci cenę o 15%. Wciąż sprzedajesz 1000 sztuk. Zobaczmy co dzieje się teraz:

115 000 – (75 000 + 10 000) = 30 000 (trzydzieści tysięcy). Zwiększyłeś marże – ale utrzymałeś na stałym poziomie koszty. Dlatego wzrost ceny o raptem 15% spowodował wzrost Twojego dochodu o 100%. Ten typ matematyki lubię.

A teraz wracamy do wyróżnienia. Po co jest ono Ci potrzebne? Zasada jest prosta – im bardziej się wyróżniasz, tym łatwiej podnieść Ci ceny.

Niezależnie od tego, czy sprzedajesz towary czy usługi – zawsze możesz (i powinieneś) się wyróżniać.

Oto 8 punktów zaczepiania przy wyróżnianiu się (w celu podniesienia cen).

1) Jakość – przy czym ważna uwaga – jakość rzeczywista i/lub postrzegana. Percepcja jest rzeczywistością. A są ludzie, którzy zapłacą ekstra za ekstra jakość.

2) Branding – czyli stworzenie osobowości Twojej marki. I maluchem i Mercedesem S600 dojedziesz z punktu A d punktu B. Jednak jedną z różnic jest różnica w wiadomości jaką wysyłają do Ciebie i do otoczenia oba te samochody.

3) Dostarczenie – błyskawiczna wysyłka może być dla wielu ludzi warta dodatkowej ceny. Pamiętaj – żyjemy w czasach, w których chcemy mieć wszystko od razu. Na tym bazuje kupiona za ponad 1 miliard dolarów firma Zappos.

4) Działanie – jeśli Twój towar lub Twoja usługa różni się od konkurencji (pozytywnie) – pokaż to koniecznie. A potem podkreśl to ceną.

5) Wybór – im większy wybór, tym lepiej. Pozwala to nie tylko Klientom znaleźć to czego szukają – możesz zaproponować im również to co pasuje do ich już dokonanego wyboru (dodatkowa bateria, pokrowiec oraz dodatkowa gwarancja do wybranego aparatu).

6) Dostępność – dobre ceny na papierze może mieć każdy. Nie rozczarowuj Klientów brakiem towaru.

7) Gwarancja – zdejmij z ich barków ryzyko. Ludzie lubią wydawać pieniądze, ale nie lubią później przed bliskimi świecić oczami. Daj im gwarancję, która ulży ich duszom i ich portfelom. PS – im dłuższa gwarancja – tym niższa szansa zwrotów.

8) Niedobór – o co chodzi z niedoborem, skoro przed chwilą pisałem o dostępności? Chodzi o elitarność. Seria limitowana, oferta ograniczona. Ludzie uwielbiają być częścią elitarnego klubu. Daj im możliwość.

Zastanów się, który z tych 8 elementów – lub ich kombinacji – możesz przełożyć na swój biznes, by zwiększyć cenę o 10-20%. I jak mawia Stuart Wilde: „A kiedy się pojawią – wystaw im rachunek.”

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje

Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

Prawda rynku są jak prawa grawitacji. Obowiązują wszystkich. Podstawowym z nich jest to, że na to co oferujesz musi być rynek. Jest niemal niemożliwe by stworzyć rynek tam gdzie go nie ma. Skoro Coca-Cola poległa przy New Coke – jakie są Twoje szanse wprowadzania produktu, którego nikt nie chce?

Tak więc pierwsze prawo marketingu i reklamy brzmi:

Reklama nie może wygenerować pragnienia dla danego produktu. Może jedynie wykorzystać nadzieje, marzenia, lęki oraz pragnienia już obecne w sercach milionów osób i zogniskować te już istniejące pragnienia na wybranym produkcie. To jest właśnie zadaniem copywritera: nie kreowanie masowego pragnienia – a nakierowanie go.” Eugene Schwartz, „Breakthrough Advertising”

I to właśnie Eugene Schwartz we wspomnianej wyżej książce podaje trzy pytania, na które musisz znać odpowiedź przy okazji budowania swojej oferty oraz utrzymywania jej na rynku. Poprawna odpowiedź na nie oznacza sukces. Błędna – śmierć biznesu.

1) Jakie masowe pragnienie motywuje Twój rynek?

Te pragnienia zmieniają się, tak jak zmienia się moda, trendy czy style. Kiedyś w samochodach liczyło się najbardziej żeby był duży, z dużym silnikiem i duża ilością komi mechanicznych. Dziś – ze względu na wzrastającą „zieloną świadomość” (oraz ceny paliwa) bardziej liczy się mniejszy rozmiar oraz oszczędność. Kiedyś ludzie marzyli o etacie w dużej korporacji. Dziś akcent przesuwa się na małą firmę, najchętniej własną. Kiedyś chciano produkty masowe. Dziś chętniej kupuje się produkty podkreślające indywidualność (oczywiście tę „indywidualność” najczęściej wciąż produkowana masowo).

Sprawdź pragnienia rynku i odnieś się do najmocniejszego.

2) Ile Twój rynek wie o Twoim produkcie czy usłudze?

To pytanie o stan ich świadomości. Jeśli prowadzisz warsztat samochodowy nie musisz tłumaczyć do czego służy. Twoim zadaniem jest jedynie wyróżnienie się czymś. Jeśli natomiast prowadzisz warsztaty czytania fotograficznego musisz przede wszystkim wyjaśnić, że można czytać szybciej, że fotoczytanie różni się od czytania szybkiego oraz wskazać zalety, korzyści i oszczędności czasu i pieniędzy. Jak widzisz, jest to zadanie marketingowo inne.

Im więcej wiedzą, tym łatwiej im sprzedać – pod warunkiem, że masz wyróżniające mocnej strony (cena, wizerunek i tak dalej). Najbardziej typowym przykładem jest reklama z pobliskiego marketu – masz zdjęcie produktu, jego nazwę oraz promocyjną cenę. Nie musisz tłumaczyć ludziom do czego służy masło lub ketchup.

3) Ile podobnych produktów lub usług zostało im zaoferowane?

To pytanie o stan ich rynkowego „wyrobienia”. Ten punkt, razem z punktem 2 dotyczącym ich stanu świadomości stanowi klucz do Twojej biznesowej „mantry” i pozycjonowanie się na rynku.

Jeśli jesteś pierwszy, ich stan wyrobienia jest zerowy. Twoim celem jest wzbudzenie w nich entuzjazmu. Jeśli nie jesteś pierwszy, a rynek nie jest jeszcze totalnie znudzony – musisz obiecać więcej niż konkurencja. Jeśli jednak rynek jest w fazie wysycenia a Twoim potencjalnym Klientem obiecano już niemal wszystko – czas na innowację i jakiś nowy mechanizm. Nowy sposób dostarczenia im starych obietnic. Jeśli jednak spóźniłeś się na tym etapie i ktoś inny obiecał nowy mechanizm – zobacz czy nie zadziała uproszczenie, zredukowanie, usunięcie pewnych elementów. Zrób coś co będzie szybsze, łatwiejsze, bardziej pewne. Jednym słowem – usuń ograniczenia wiodącego rozwiązania.

Poniższy post stanowi oczywiście jedynie skrótową wersję dużo większego procesu, na który składa się analiza oraz tworzenie założeń. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zapraszam do skonsultowania się ze mną.

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje

Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

Dan Sullivan podał bardzo prosty model kampanii politycznych, który nie różni się niczym od kampanii marketingowych podczas wypuszczania nowych produktów. Podczas wyborów zapłatą są po prostu głosy a produkt jest jeden – kandydat lub partia.

Formuła 7M ma siedem kroków – po polsku nie układają się one w żaden sposób w litery ‚M’, dlatego zostawiam nazwy oryginalne.

1) Message (przesłanie) – nawet nie próbuj startować jeśli Twoje przesłanie nie spotyka się z zainteresowaniem społecznym. Wiadomość ma porwać wyobraźnię ludzi.

2) Middle (środek) – jeśli spojrzysz na swój rynek (wyborców) jako na krąg w jego środku są osoby o najwiekszym potencjale oddziaływania – tzw. influencers. To właśnie o nich Ci chodzi. Ta grupa jest stosunkowo nieliczna. Wystarczy około 50 osób. Mają „kupić” twoje przesłanie i ma ono sprawić, że będą…

3) Motivated (zmotywowani) – a to z kolej sprawi, że pojawi się…

4) Momentum (siła napędowa), która to siła przyciągnie niezwykle ważne…

5) Money (tego tłumaczyć nie potrzeba, prawda?). W sytuacji w której masz 5M – czyli message (przesłanie), middle (środek), motivation (zmotywowanych „influencer’ów”), momentum (napęd) oraz money (czyli $) zyskujesz z automatu…

6) Muscle (siła przebicia i liczebność) czyli stajesz się siłą, z którą trzeba się liczyć a to z kolej zapewnia Ci…

7) Marketplace – czyli miejsce na rynku.

Tak wygląda prosta 7-stopniowa formuła Dana Sullivana dotycząca kampanii politycznych. Zdobycie pierwszych 5M automatycznie gwarantuje pojawienie się 2 ostatnich.

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje

Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

Jednym z pierwszych pytań, które zadaję jest pytanie: „Więc w jakim jest Pan(i) biznesie?” W odpowiedzi dostaje: jestem w biznesie sprzedaży odzieży; jestem w biznesie fotograficznym; jestem w biznesie B2B. Te wszystkie odpowiedzi są błędne. Mimo tego, iż są prawdziwe. To tak jakby właściciel winnicy powiedział, że jest w biznesie sfermentowanych winogron. Przestańmy patrzeć na poziom przy powierzchni i spójrzmy głębiej.

Drucker, który jak wiadomo mądrym człowiekiem był, powiedział, że celem biznesu jest generowanie i utrzymywanie klientów. Trudno o lepszą definicję. Mamy więc generowanie klientów i utrzymywanie klientów. Wspólnym mianownikiem jest tu klient. Tak więc, pod powierzchnią tego czym się zajmujesz w swoim biznesie jest poziom: Jesteś w biznesie klientów. Ale zejdźmy teraz głębiej.

Skoro jesteś w biznesie klienta, oznacza to, że jesteś w biznesie ludzi. Również w przypadku B2B. Firmy niczego nie kupują. To ludzie z firm kupują. Tak więc jesteś w biznesie ludzi. A dokładniej rzecz ujmując – jesteś w biznesie ich ego. Możemy bezpiecznie założyć, że Twoi klienci mają puls i nie są Buddą. Jeśli więc mają puls i nie spędzili 3/4 życia na głębokiej medytacji oznacza, że mają ego. A ego ma swoje wymagania. Spójrzmy na to jakie.

Wiadomo, że ego lubi mieć rację, lubi czuć się ważne, dowartościowane oraz bezpieczne. Przełożmy to na prostszy język: masz do czynienia z ich obawami, pragnieniami, potrzebami i problemami. Tak więc jesteś w biznesie:

* usuwania obaw
* zaspokajania pragnień
* zaspokajania potrzeb
* rozwiązywania problemów

Usuwanie, zaspokajanie i rozwiązywanie sprawia, że ich życie staje się lepsze, bardziej pełne, przyjemniejsze, łatwiejsze. Sprawia, że są bardziej zadowoleni. Dlatego poprawna odpowiedź na pytanie: „W jakim biznesie jesteś?” brzmi:

Jesteś w biznesie zadowolonych klientów.

A jaki wniosek wypływa z biznesu zadowolnych klientów?

Jesteś w biznesie obsługi klienta.

Nieważne co robisz, co sprzedajesz czy oferujesz: jesteś w biznesie zadowolonych klientów. A kluczem do Twojego marketingu i brandingu jest ich obsługa.

Jest to proste i logiczne. Być może dlatego umyka tak wielu. Spójrzmy na przykład.

Powiedzmy, że jesteś lekarzem. 6 lat studiów, 5 lat specjalizacji. Imponujące. Gratuluję. Większość lekarzy uważa, że jest w biznesie medycznym. Nie jest. Jako lekarz jesteś tak samo jak inni w biznesie zadowolonych klientów. W tym przypadku – w biznesie zadowolonych pacjentów. W jaki sposób sprawiasz, że są zadowoleni? Poprzez ich właściwą obsługę, czyli dbanie o ich ego. Usuwasz ich obawy, zaspokajasz pragnienia i potrzeby i w miarę możliwości rozwiązujesz ich problem. Nie oznacza to koniecznie poziomu fizycznego samopoczucia. Nie zawsze da się to w tym przypadku zrobić. Ale zawsze można poprawić ich stan emocjonalny. Twoje medyczne wykształcenie jest jedynie narzędziem, które pomaga Ci w osiągnięciu celu. Nie jest celem samym w sobie. Ty jesteś tam dla nich, a Twoje umiejętności są pomostem, który pozwala Ci do nich dotrzeć.

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje

Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

Witaj w części szóstej – i ostatniej. Dziś będziemy zajmowali się kontekstem. Kontekst jest dla większości z nas tym czym woda dla ryb – nie sposób go uniknąć bo jesteśmy nim otoczeni i właśnie dlatego umyka on naszej uwadze.

Jako, że jest to część 6 z serii wpisów o manipulacji, wywieraniu wpływu oraz zdobywaniu i utrzymywaniu władzy – polecam zapoznanie się z poprzednimi postami: cz.1; cz.2; cz.3; cz.4 i cz.5.

Kontekst jest kluczowy. Im bardziej i szybciej zagłębiamy się w jakąś sytuację, tym bardziej tracimy kontekst z oczu. A tym samym zostawiamy jedno z najpotężniejszych narzędzi wpływu bez kontroli.

Jedną z najważniejszych rzeczy jest fakt, że kontekst nigdy nie jest obiektywy. Kontekst zawsze jest subiektywy. Dzieje się tak ponieważ każdy z nas interpretuje „okoliczności” oraz „wydarzenia” na swój sposób. Tym samym poczucie kontekstu jest również indywidualne i zmienia się wraz ze „zrozumieniem” wydarzeń i okoliczności z naszego życia.

Kontekst jest trzecim ramieniem komunikacji: większość z nas zna dwa ramiona – komunikację werbalną i komunikację niewerbalną. Dodaj do tego jeszcze kontekst.

1) Komunikacja werbalna
2) Komunikacja niewerbalna
3) Kontekst

To dlatego osoba utrzymująca szerokie spojrzenie na całość sytuacji będzie miała zawsze przewagę nad osobą „zamkniętą” w jakimś jej aspekcie. Spojrzenie panoramiczne dają przewagę nad zbliżeniem.

Kontekst Władzy

Blair Warren w tym punkcie analizuje ludzi mających realną władzę. Dochodzi do wniosku, że władza ta nie polega na tym co ludzie ci „robią”. Ich władza nad nami wynika z naszego sposobu myślenia o tym, jacy ci ludzie są. To my ich wzmacniamy. Jeśli patrzysz na kogoś jako na „guru” z automatu wszystko co ten ktoś robi jest głębokie. Tak więc ich władza leży w nadanej im przez nas etykiecie i interpretacji tego, kim ludzie ci są.

Bez tych interpretacji i etykiet ich wpływ nie różni się od wpływu przygodnie spotkanej osoby. Oczywiście istnieją przypadki władzy, która nie wymaga naszego wierzenia – policjant może Cię aresztować a urząd skarbowy sprawdzać tygodniami Twoją dokumentację. Jednak nawet tego typu władza osiąga pełnię jedynie, gdy wzmocnisz ją swoimi przekonaniami.

Tworzenie Kontekstu Władzy

Poniższa lista składa się z 5 cech, które łączą wszystkie osoby posiadające nad nami władzę.

1) Przypisują swoją wiedzę tajemnym źródłom.

Utrzymują oni, że mają dostęp do wiedzy / informacji niedostępnej dla zwykłego śmiertelnika (Bóg, pisma, skrypty, karty, planety, informatorzy, stopnie naukowe i tak dalej). Samo źródło jest drugorzędne – najważniejszy jest fakt, że nie jest ono ogólnie dostępne dla szerszej publiczności. Pamiętasz przecież o Ukrytym Nałogu #5 – ludzie potrzebują  poznawać rzeczy, których inni nie wiedzą / których wiedzieć nie powinni. Pamiętaj również to, że ludzie nie lgną najbardziej do tych, którzy twierdzą, że są geniuszami. Najbardziej pociągają nas ci, którzy twierdzą, że rozumieją na czym polega geniusz. Skoro rozumieją, mogą nas nauczyć a więc dać nam korzyść.

2) Są poszukiwaczami schematów i zależności.

Ludzi ci regularnie pozycjonują siebie jako „rozpracowywacze” mechanizmów czy schematów. Oczyszczają powietrze z chaosu, konfuzji i braku pewności. Opracowane przez nich wzorce wprowadzają porządek w świecie pełnym chaosu. Największą władzę mają oczywiście ci, którzy dokonali odkrycia danego schematu czy złamania kodu. Ludzie ci badają najbardziej mroczne zakamarki psychiki czy otaczającego nas świata, wydobywając na wierzch ukryte struktury, wskazując na sprawdzające się wzorce, przywracają nam nadzieję na zrozumienie.

3) Nadają etykiety.

Nadają etykiety doświadczeniom, okolicznościom czy wydarzeniom. Etykiety te dają nam poczucie bezpieczeństwa oraz zrozumienia. Co ciekawe – dana etykieta nie musi być nowa – wystarczy, że będzie nowa dla nas (Freud i „jego” ego, neuroza, podświadomość czy psychoanaliza). Ludzi ci wskazują nam, że nasz świat może być rozumiany. A etykiety, które nadali, są często jedynym dowodem jakiego od nich potrzebujemy.

4) Dają innym poczucie władzy.

To wiesz już z poprzednich części. Utrzymywanie poczucia władzy czy poczucia posiadania wyboru. W końcu tak bardzo tego potrzebujemy… Ironia polega na tym, że to poczucie nam w zupełności wystarcza. Nie mamy najmniejszego zamiaru używać naszej „wolnej woli”. Dlatego paradoksalnie ci, którzy dają nam najsilniejsze poczucie władzy cieszą się dużo większym posłuchem niż ci, którzy swoją władzę narzucają bezpośrednio.

5) Trudno do nich dotrzeć, trudno ich zrozumieć czy nawiązać kontakt.

Jak mawia Dan Kennedy: „Do mędrca u stóp góry nie ustawia się kolejka.” Pamiętasz – za siedmioma górami, za siedmioma lasami… Chcemy tylko tych, którzy są (niemal) nieosiągalni.

„Nie wyrażaj swoich poglądów w sposób zbyt przejrzysty. Większość ludzi nie ceni tego, co potrafi zrozumieć, za to czczą to, czego nie pojmują. Rzeczy trudne zyskują na wartości. Im mniej jesteś rozumiany, tym bardziej będziesz poważany.”

Myślimy tak: jeśli można to mieć od razu, tu i teraz – znaczy nie jest wiele warte. Jeśli jest tanie – jest kiepskie. Jeśli jest łatwe do zrozumienia – nie jest warte uczenia.

5 powyższych cech tworzy kontekst. Jak zapewne już rozumiesz, tworzeniu kontekstu musisz poświęcać minimum tyle samo czasu, co tworzeniu samej treści. Dlaczego? Ponieważ kontekst nie mówi. Kontekst przekazuje a my sami zaczynamy dodawać historie. A ponieważ niemal zawsze wierzymy we własne wnioski, kontekst sprawia, że „wiemy”. A gdy „wiemy” przestajemy sprawdzać alternatywy. Niby po co skoro przecież „wiemy”? Nie tylko przestajemy sprawdzać inne rozwiązania – zaczynamy wręcz zaciekle bronić tego co „wiemy”. W końcu jesteśmy uzależnieni od posiadania racji. Mam rację?

To właśnie ludzie reprezentujący powyższe 5 cech potrafią wprowadzić nas w stan konfuzji i zastąpić nasze stare „wiem” nowym.

Wprowadzenie lekcji w życie.

„Wszystkie absurdy i wszystkie sprzeczności człowieka oraz jego życia dają się wyjaśnić gdy zdasz sobie sprawę, że ludzie żyją w głębokim śnie, robią wszystko w tym śnie i w dodatku nie wiedzą, że śpią.” P.D. Uspieński

Samo-świadomość jest więc kluczem. Bądź świadom swoich motywacji i intencji. Zaakceptuj brzydkie prawdy o naszej naturze oraz nasze 3 tendencje.

Gdy pamiętasz jakąś koncepcję – możesz jej użyć. Jeśli jej nie pamiętasz – ona używa Ciebie.

Świadomość jest jedyną alternatywą.

Co nie zmienia faktu, że ludzie nie lubią być wybudzani. Jeśli postanowisz ich budzić – nie licz na wdzięczność. Część z nic odwróci się od Ciebie. Ludzie chcą budzić się w swoim tempie, w swoim czasie i na swoich warunkach. Budzenie ich na siłę jest równoznaczne ze zniszczeniem Twoich umiejętności perswazji oraz więzi między wami. Zostaw ich w spokoju nawet jeśli postępują niewłaściwie i destrukcyjnie.

” Jeśli chcesz wiedzy, musisz również rozpocząć etap zmieniania rzeczywistości. Jeśli chcesz poznać smak gruszki, musisz ją zmienić poprzez zjedzenie… Prawdziwa wiedza zawsze wypływa z bezpośredniego doświadczenia.” Mao Zedong

KONIEC

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje

Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

Dziś poznasz czym, zdaniem Blaira Warrena, jest Kompleks Boga. I zapewniam Cię – będzie to zaskoczenie. Warren uważa, że ta lekcja jest najważniejsza.

Dla pełnego zrozumienia przeczytaj poprzednie posty z serii – cz.1, cz.2, cz.3 i cz.4.

Najwięksi manipulatorzy i najbardziej wpływowi ludzie świata dzielą wspólne nastawienie umysłu, które nazywamy Kompleksem Boga. Przy czym Kompleks Boga nie oznacza megalomanii, urojeń czy ekstremalnych poziomów pewności siebie.

„Komunikacja nie polega na odpowiedniej składni, elokwencji, retoryce czy właściwemu artykułowaniu, lecz na emocjonalnym kontekście w jakim wiadomość ta jest słyszana. Postawa i nastawienie są prawdziwym elementem przemowy.” Rabin Edwin H. Friedman

Kompleks Boga jest stanem czysto wewnętrznym. Uzewnętrznia się w postaci naszego nastawienia i zachowania. Wszyscy charyzmatyczni przywódcy dzielą wspólną cechę – wierzą w to co mówią. Nie da się nazwać ich kłamcami – kłamstwo i zwodzenie może być częścią ich zachowań – jednak uważają oni, że tego typu zachowanie jest w pełni usprawiedliwione. Cie ludzie nie tylko wierzą, że mają rację. Oni wiedzą, że mają rację. Są absolutnie i święcie przekonani do swoich racji.

„Jeśli wierzysz, że siły prawdy znajdują się po Twojej stronie to zazwyczaj masz wielką moc. Jeśli wątpisz w swoje decyzje, nawet największa mądrość życiowa pójdzie na marne.”

Ten typ władzy nie wynika z wykształcenia, wyrafinowania czy samej pewności siebie. Jest rezultatem głębokiego przekonania i konsekwentnych działań. W takim wypadku nasza komunikacja przestaje być po prostu komunikacją. Staje się misją. Jest komunikacją na zupełnie innym poziomie.

Zwróć uwagę na to, że przywódcy kultów czy sekt oraz inni przywódcy – szczególnie duchowi – postrzegają siebie jako część skrajnie ważnej misji. To leży u źródeł ich potęgi. Nawet oszuści, wywyższający się ponad swoje ofiary widzą to co robią jako „lekcję” dla tych, którzy dali się nabrać.

To „prawo” i ta „racja” daje tym ludziom siłę, o której większość może jedynie marzyć. Dlatego spójrz na swoją komunikację w zupełnie inny sposób. Zastanów się jak Twój produkt / usługa czy propozycja może służyć wyższym, bardziej szlachetnym celom i potrzebom. To co myślą na ten temat inni nie powinno mieć dla Ciebie znaczenia. Nie szukaj słów-kluczy – odkryj swoje głębokie przekonania i otocz nimi swój marketingowy przekaz. Odkryj je i wprowadź w życie. Pierwsze musisz przekonać siebie – potem przekonasz ich.

Tak więc głębokie przekonanie jest elementem kluczowym – ale nie jedynym w Kompleksie Boga.

Spójrzmy na elementy pozostałe.

Typowa komunikacja wygląda zazwyczaj tak:

Moje wyrażone potrzeby, intencje i troski – Ich wyrażone potrzeby, intencje i troski.

Jest to najbardziej prosty i najmniej skuteczny model komunikacji. Działa na zasadzie oko za oko – Ty mówisz co Cię boli, oni mówią. Jest to model egoistyczny.

Kolejny model jest ciut bardziej skomplikowany i wygląda tak:

Poziom 1: Moje wyrażone potrzeby, intencje i troski – Ich wyrażone potrzeby, intencje i troski.
Poziom 2: Moje niewyrażone potrzeby, intencje i troski – Ich niewyrażone potrzeby, intencje i troski.

Jak widzisz – w modemu tym poziom 2 jest ukryty – ukrywamy go przed nimi a nieraz i przed sobą samym. Oczywiście nasze niezaspokojone potrzeby zabarwiają cała komunikację. Podobnie jest po ich stronie. Komunikacja rozbija się przez to, co nie zostało wyrażone. To również model egoistyczny.

Trzeci model – model właściwy, wygląda tak:

Poziom 1: Moje wyrażone potrzeby, intencje i troski – Ich wyrażone potrzeby, intencje i troski.
Poziom 2: Moje niewyrażone potrzeby, intencje i troski – Ich niewyrażone potrzeby, intencje i troski.

Model ten polega na wyłączeniu dostępu do Twojego poziomu 2 – i całkowite skoncentrowanie się na ich poziomie 1 oraz 2. Wyłączenie swojego poziomu 2 to jedyny sposób na to, by nie wywierał on na nas podświadomie wpływu. Cała swoją uwagę koncentrujesz stronie przeciwnej. Jest to jedna z najważniejszych technik każdego skutecznego komunikatora.

Troska o ich wypowiedziane i niewypowiedziane potrzeby jest drugim elementem Kompleksu Boga.

Koncentracja – o zaletach i potrzebie koncentracji nie trzeba się specjalnie rozwodzić. Nic tak szybko nie zbliży Cię do sukcesu jak umiejętność długiego utrzymywania wysokiego poziomu koncentracji. Pamiętasz przecież z poprzednich części o achillesowej pięcie naszego umysłu. Bez przerwy tracimy koncentrację przez nasze Ukryte Nałogi, zasadę niespójności oraz – co dla wielu jest już dużo mniej oczywiste – przez chęć przypodobania się innym. Chęć uzyskania ich akceptacji czy aprobaty sprawia, że nie robimy tego nad czym powinniśmy się skoncentrować.

Niemal w każdym przypadku, osoba z najwyższym poziomem koncentracji i najniższą wrażliwością na rozpraszające bodźce napływające z otoczenia, dotrze jako pierwsza do linii mety.

Mów co chcesz, ale Hitlerowi nie można odmówić charyzmy. Jego przemówienia robiły na ludziach piorunujące wrażenie. Hitler wyznał, że nie pozwalał sobie na to, by ich reakcje rozpraszały go. Nie wpadał wtedy w samozachwyt, tylko używał ich reakcji do jeszcze mocniejszego koncentrowania swojej uwagi na tym, co właśnie robił. Używał 3-go typu komunikacji.

Jak poprawić umiejętność koncentracji? Każdego wieczora spójrz wstecz na swój dzień i zastanów się nad momentami, w których utraciłeś koncentrację. Zastanów się dlaczego oraz jak zapobiegać temu w przyszłości. Pomyśl też o cenie jaką przyjdzie Ci za to zapłacić. W jaki sposób możesz temu zapobiegać? To ćwiczenie zmotywuje Cię do utrzymywania koncentracji na wysokim poziomie.

Grając w grę, której nie da się przegrać.

Tak więc mamy już 3 elementy Kompleksu Boga: głębokie przekonanie, troska o ich potrzeby oraz wysoka koncentracja.

Dochodzimy do elementu ostatniego – grania jedynie w gry, których nie da się przegrać. Aby zacząć brać udział w tego typu grach, musisz zrozumieć parę faktów:

Nie da się namówić / zmusić każdego do robienia tego czego chcesz. Nawet z bronią przystawioną do głowy. To musi być jasne. Dodatkowym problemem jest to, że często bardzo wąsko definiujemy nasz sukces a to niemal pewna droga do frustracji. Nie nastawiaj się na ściele określone wyniki. Zaakceptuj możliwość tego, że się nie uda.

„Gdy tylko wszystko oddasz, możesz wszystko mieć. Tak długo jak pragniesz władzy nie będziesz jej mieć. Z chwilą, w której przestaniesz chcieć, możesz mieć jej więcej niż kiedykolwiek marzyłeś.” Ram Dass

Przy okazji wprowadzenia koncepcji gry, której nie da się przegrać, Warren opowiada historię swojego przyjaciela, który sprzedawał polisy ubezpieczeniowe. Do pewnego klienta wydzwaniał całymi tygodniami i sprawa wciąż „wisiała” w próżni. Postanowił zagrać w grę bez przegranej. Podczas następnego telefonu powiedział do siebie: „Są tylko 2 sposoby na jakie to się skończy. Albo się zgodzi albo odłoży słuchawkę. Nieważne. Z chwilą, w której będę się rozłączał, ta sprawa będzie już zamknięta.”

To jest przykład gry, której nie da się przegrać. Zaakceptuj możliwość niepowodzenia. Niepowodzenie nie jest tym czego szukasz albo czego chcesz – ale jest tym co akceptujesz. Każdy wynik – akceptacja albo niepowodzenie przybliża Cię do celu.

Gra której nie da się przegrać jest stanem umysłu. Często wykorzystywana jest przez sekty, gangi czy innego typu organizacje. Dzielą oni ludzi na * swoich, *obcych i *niezdecydowanych. Ich jedynym zadaniem zatem jest określenie, którzy są swoi a którzy są obcy. Zadaniem obcych jest wzmacniać wewnętrzną solidarność grupy „swoich”. Zadaniem w stosunku do niezdecydowanych jest wymusić określenie, po której stronie barykady się znajdują. Mogą albo zasilić „swoich”, albo jako obcy wzmocnić wewnętrzną solidarność w obliczu wroga. W każdym przypadku grupa „swoich” zyskuje. Albo jest ich więcej albo stają się bardziej solidarni. Jest to gra, której nie da się przegrać.

Specjalistami od gry której nie da się przegrać na polu marketingu są ludzie związani z marketingiem bezpośrednim. Chodzi dokładniej o ich koncepcję testowania. Testowanie daje dwie opcje: albo produkt / przekaz marketingowy się sprawdził, wtedy jest sprzedaż i nowi Klienci, albo się nie sprawdził, wtedy jest informacje zwrotna i możliwość poprawy. Co by nie wyszło – jesteś bliżej celu.

Kompleks Boga nie jest czymś co masz raz na zawsze. To stan umysłu, podejście, które należy w sobie wyrobić a następnie utrzymywać.  Właściwy stan umysłu jest najlepszym źródłem władzy.

„Władza przechodzi w ręce tych, którzy ją biorą.”

W ręce tych, którzy ją biorą. Nie którzy jej chcą, nie którzy o nią proszą, marzą czy zasługują. Masz po nią sięgnąć. W jaki sposób sięga się po władzę? Poprzez spojrzenie w głąb samego siebie i wyrobienie odpowiedniego nastawienia i stanu umysłu. Kiedy już będziesz to miał nie będziesz potrzebować głośnego i ostentacyjnego obnoszenia się ze swoimi wpływami.

Tak więc, w podsumowaniu, 4 składnikami Kompleksu Boga są:

1) Głębokie przekonanie – klucz do przeniesienia naszej komunikacji na wyższe poziomy. Cofnij się o krok i ustaw swoje cele w nowym, bardziej wzmacniającym kontekście. Cała komunikacja ma wypływać właśnie z tego miejsca. I ma być przepełniona poczuciem celu i misji.

Zastanów się – w jaki sposób Twoje produkty / usługi / propozycje mogą służyć wyższym, bardziej szlachetnym potrzebom.

2) Troska – zacznij od siebie. Jeśli twoje potrzeby nie są zaspokojone, będzie Ci trudniej szczerze troszczyć się o innych ludzi. Zastanów się więc dobrze nad Twoimi Ukrytymi Nałogami / troskami / potrzebami czy intencjami. To właśnie one lezą u podstaw komunikacyjnych porażek. Odkryj to tak naprawdę Cię motywuje.

3) Koncentracja – rób codziennie wspomnianą wyżej listę. Kiedy straciłeś koncentrację? Dlaczego? Jak temu zapobiec? Jak tego typu sytuacje wyeliminować lub zmniejszyć? Jaką cenę przyjdzie Ci zapłacić za rozproszenie? Ile czasu straciłeś? Ile czasu musisz poświęcić by stratę nadrobić? Rob tę listę codziennie.

4) Graj w gry, których nie da się przegrać – 1) Zaakceptuj możliwość niepowodzenia. 2) Odkryj sposób na to, by nawet ten niepożądany wynik przybliżył Cię do celu.

Koniec części V.

Do następnego razu!

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje

Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

Witaj w części czwartej. Ten odcinek poświęcony jest byciu psychologicznym brzuchomówcą… Zanim wyjaśnię o co chodzi, tu znajdziesz linki do części pierwszej, drugiej oraz trzeciej.

Zdarzyło Ci się kiedyś (to pytanie retoryczne), że byłeś czegoś absolutnie pewien a potem okazało się, że jednak byłeś w błędzie? Jeśli tak, to stałeś się świadkiem tego jak  *absolutna pewność zamienia się w *błędne założenie.

„Kontroluj sposób w jaki człowiek interpretuje swój świat a będziesz na dobrej drodze do kontrolowania jego zachowań.” Stanley Milgram

Psychologiczne brzuchomówstwo jest sztuką wywoływania w ludziach podświadomych założeń.

Bez przerwy produkujemy w naszych głowach szybkie i podświadome założenia dotyczące tego co widzimy i często nie umiemy odróżnić tego co widzimy naprawdę od tego co sobie założyliśmy. (Warren podaje przykład kawału: „Moja babcia przez ostatnie 5 lat chodziła 4 kilometry dziennie! …Dlatego teraz za cholerę nie wiemy gdzie jest…” Pierwsze zakładasz, że chodziło o spacerki dla zdrowia, dopiero potem puenta łamie Twoje założenie, wyprowadzając Cię z błędu).

Cały czas czynimy założenia (w NLP uczy, że komunikacja odbywa się na zasadzie 3 uproszczeń – usunięcia, zniekształcenia i generalizacji).

„Przesądy mają ogromną siłę tylko wtedy gdy nie są przesądami. Przesądy mają moc tylko wtedy, gdy stają się ‚prawdą’.” Werner Erhard.

To samo dotyczy założeń. Nabierają mocy z chwilą stania się „faktem”. Dla większości ludzi linia pomiędzy „faktami” a założeniami jest cienka i niewidoczna.

Wiesz jaka jest różnica między filmowaniem osoby składającej zeznania z ujęcia, na którym widać jedynie tę osobę kontra ujęciem gdzie widać zeznającego i przepytującego? Różnica jest taka – 2 raz wyższe ryzyko skazania. W przypadku ujęcia przedstawiającego zeznającego i pytającego ludzie założyli presję i uznawali podejrzanego winnym 2 razy rzadziej. Gdy był w kadrze sam – zakładano, że składa zeznania z własnej nieprzymuszonej woli więc jest bardziej winien. Sytuacja nie zmieniła się nawet po tym, jak obserwującym podano powyższe wyniki. Lubimy mieć rację, pamiętasz?

Sama świadomość mocy założeń to jeszcze za mało, by móc jej przeciwdziałać. Dodać do tego trzeba czas, dyscyplinę oraz zwracanie uwagi. Czyli wszystko to, z czym mamy na ogół problem. Dlatego bardzo często absolutna pewność zamienia się w błędne założenie dopiero po tym, jak ktoś wskaże nam palcem czarno na białym nasz błąd.

(Pisałem o założeniach w marketingu we wcześniejszym poście – przytoczę tutaj tylko początek:

Legenda głosi, że podczas wojny w Wietnamie, nad biurkiem jednego z dowódców Marines wisiała przyczepiona do ściany tabliczka z napisem:

„Assumption is the mother of all fuck-ups”
„Założenie jest matką wszystkich zjeb”)

Tak więc, jeśli do naszego psychologicznego uzależnienie od tworzenia skrótów poznawczych dodasz przekonanie o naszej racjonalności otrzymasz społeczeństwo które nie tylko łatwo nabrać, ale które dodatkowo uważa, że nie może zostać nabrane. Wracamy tym samym do Tendencji #3: Ludzie czasami uwierzą w to co mówią do nich inni – jednak zawsze wierzą w to, co mówią sami do siebie. Niemal nigdy nie wątpimy we własne wnioski.

Musisz zrozumieć fakt, że komunikacja nie polega na wyrzucaniu z głowy swoich myśli. Musisz walczyć z instynktowną siła mówienia tego co akurat myślisz. Pamiętaj, że komunikacja to coś więcej. Niech umiar i dyscyplina powstrzymują Cię przed byciem zbyt bezpośrednim, zbyt bezceremonialnym i zbyt skoncentrowanym jedynie na faktach.

Dochodzimy tu do rozróżnienia między mówieniem a przekazywaniem (post na ten temat znajdziesz tu).

Fakty możesz przekazywać w sposób bezpośredni. Opinie – w sposób pośredni. Pojawia się jednak pytanie: a co właściwie jest faktem?

Nie ma żelaznej zasady, więc dużo zależy od Twojej inteligencji społecznej i emocjonalnej. Musisz zadać sobie parę pytań:

* czy to co ma być faktem jest wiarygodne i broni się samo?
* czy ich źródło jest wiarygodne?
* czy czas ujawnienia tych faktów im sprzyja?
* czy ja jestem właściwą osobą by o nich mówić? czy jestem wiarygodny?
* czy trzeba pierwsze przedstawić inne fakty budując kontekst?

Pamiętaj, że możesz spotkać się z oporem – jeśli Twoje fakty nie są zgodne z ich poglądami, zostaną zapewne zignorowane. Jeśli działają na ich niekorzyść – podobnie.

Większość komunikacji z którą spotykamy się w codziennym życiu polega na wyrażaniu swojego zdania. Przemysł rozrywkowy polega jednak na wywieraniu efektu. Dlatego dokładnie śledź różne formy sztuki i rozrywki. Artyści są mistrzami uruchamiania naszych podświadomych skojarzeń.

Nie ma nic bardziej potężnego ponad nauczenie się dawania iluzji wolności wyboru z wcześniej określonymi przez Ciebie opcjami wyboru.

„Słuchacz albo widz wnosi dużo więcej informacji do procesu komunikacji niż nadający komunikat może umieścić w swoim programie, reklamie czy wiadomości. Zatem problemem przekazującego komunikat nie jest przekazanie bodźców zewnętrznych, czy opakowanie ich w sposób, który sprawi, że będą zrozumiane czy przyjęte.

Jego zadaniem jest tak głębokie zrozumienie rodzajów informacji i doświadczeń po stronie widowni, wzorców tych informacji oraz procesu ich współdziałania by jego bodziec przebudził te głęboko ukryte informacje.” Tony Schwartz, „The Responsive Chord”

Ludzie czasami uwierzą w to co mówią do nich inni – jednak zawsze wierzą w to, co mówią sami do siebie. Niemal nigdy nie wątpimy we własne wnioski – pamiętasz?

Zastosuj odpowiednie „wyzwalacze” a ludzie podświadomie zrobią za Ciebie całą resztę. Zamiast naciskać mocniej – bądź psychologicznym brzuchomówcą.

Podsumowując:

1) Nie da się nie robić założeń
2) Nie da się uniknąć wywoływania założeń u innych
3) Mało kto potrafi autentycznie odróżnić założenia od prawdy. W większości przypadków musi zrobić to ktoś z zewnątrz. Dodatkowo nasze założenia mają moc tylko wtedy, gdy przestają nimi być i stają się ‚prawdą’.
4) Możesz albo zignorować fakt tworzenia założeń (u sobie i u innych) albo pogodzić się z nim i używać do własnych celów.

Koniec części IV!

Na następnej części porozmawiamy o stanie umysłu, który Warren nazwał Kompleksem Boga!

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje

Idealny proces sprzedaży - szkolenia sprzedaż

W tym wydaniu porozmawiamy o izolacji oraz o technice zwanej Gaslighting. Żeby w pełni zrozumieć ten wpis, zapoznaj się ze wstępem i częścią pierwszą tu, oraz z częścią drugą tutaj.

Wiemy już czym skutkuje przyciągnięcie uwagi. Efekt ten pogłębisz wykorzystując Ukryte Nałogi. Tymczasem przejdźmy do techniki stosowanej bardzo chętnie przez sekty czy służby specjalnej. Jest nią izolacja.

Izolację dzielimy na * fizyczną oraz *psychiczną.

Izolacja fizyczna – nie stosowana powszechnie, dość mało praktyczna (z wiadomych względów) jednak przy okazji najlepiej znana. Trudna do zastosowania – dlatego najlepszym sposobem użycia jej jest technika przytłaczania. Oznacza ona w tym przypadku dawanie komuś wielu drobnych, powtarzających się  zadań do wykonania. Zadania te sprawią, że niezależnie od tego, gdzie fizycznie dana osoba się znajduje, jej umysł będzie ciągle skupiony na „właściwym” temacie.

Zasada fizycznej izolacji odnosi się również do biznesów – małe ale częste transakcje na ogół skutkują wyższym poziomem lojalności niż w biznesach opartych na nielicznych transakcjach wysokiej wartości. Mówiąc inaczej – szybciej zachowasz lojalność wobec lokalnego sklepu spożywczego niż salonu samochodowego.

Im częściej angażujemy fizycznie daną osobę w naszą sprawę, tym wyższej lojalności możemy się spodziewać. Utrzymuj ich w zajętości. Tego typu przytłoczenie zmniejszy szansę wpływów z zewnątrz. Najczęściej izolacja tego typu jest elementem krytycznym.

Izolacja psychiczna – 3 techniki będą nam pomocne:

Powierzanie i utrzymywanie sekretów – gdy członkowie jakiejś grupy dzielą się między sobą sekretami pojawia się naturalna więź, poczucie bliższej znajomości oraz poświęcenia. Zmniejsza to wpływy z zewnątrz.

„Przewidywanie przyszłości” – to bardzo prosta i często stosowana technika, kiedy na przykład sprzedawca mówi do niezdecydowanego klienta – „może Pani iść do konkurencji, ale nie dość że mają droższy towar, to jeszcze gorszej jakości i oszukują.” W tym momencie, klient może uwierzyć i zostać – sprzedawca wygrywa, pójść i przekonać się, że miał rację – sprzedawca wygrywa, lub przekonać się, że to nie prawda – w tym przypadku sprzedawca nic nie traci, bo klient i tak nic nie kupił.

Typową metodą stosowana przez sekty jest ostrzeżenie nowych członków przed tym, że spotkają się z wyśmiewaniem, odciąganiem czy brakiem zrozumienia – co tylko dowodzi, że jedynym miejscem gdzie są naprawdę rozumiani jest sama sekta.

Tego typu przewidywania potrafią mieć potężną moc – „przewidywanie” wpływa na oczekiwanie, oczekiwanie kształtuje percepcję a percepcja jest rzeczywistością.

Kultywowanie wspólnych doświadczeń – to chociażby konferencje, zjazdy, regularne zebrania, rytuały, wierzenia. Wszystko co łączy się ze słowem „wspólnie” i prowadzi do pogłębiania więzi. Pamiętaj, że celem kultywowania wspólnych doświadczeń nie jest osiąganie perfekcji, tylko pogłębianie wspólnych przeżyć.

Warren wspomina o jeszcze jednej technice izolacji psychologicznej – traktowaniu ludzi tak dobrze, że nie będą chcieli pójść gdzie indziej. Jednak – jak stwierdza – to za mało. Dodaj do tego coś w technik opisanych powyżej.

Gaslighting – to ciekawa technika, która z jednej strony niemoralnie użyta reprezentuje całe zło potęgi nieetycznego wpływu i może być druzgocąca w skutkach – a drugiej strony, nadaje się do stosowania etycznego. Co więcej – padałeś jej ofiarą nie raz.

Nazwa pochodzi od tytułu filmu z 1944 – „Gaslight”, przetłumaczonego jako „Gasnący płomień”. W filmie tym mąż podsuwa żonie fałszywe bądź spreparowane informacje po to, by wywołać w niej wątpliwość co do własnych możliwości „trzeźwej” oceny sytuacji, jej pamięci czy wiedzy. „Skołowana” osoba sama rzuca się w ręce kata, jako wybawiciela z opresji.

(Jeśli chcesz zobaczyć technikę ‚gasnącego płomienia’ w najbardziej szokującej i czystej postaci – polecam obejrzeć 3-ci odcinek programu Derren Brown: The Experiments z 2011 roku. Tytuł odcinka to „The Guilt Trip”, w którym to iluzjonista  i mentalista Derren Brown, za pomocą gaslightingu oraz innych technik, takich jak kotwiczenie / warunkowanie i wywoływanie poczucia wstydu oraz winy, doprowadza do sytuacji, w której niewinna osoba, przyznała się przed policją do zabójstwa, którego nie dokonała.)

Zanim opiszę etyczne metody stosowania tej techniki, zobaczmy czemu w ogóle może ona być nam potrzebna. Jak wiesz, jednym z Ukrytych Nałogów jest potrzeba posiadania racji. Potrzeba posiadania racji bezpośrednio wpływa na to, że nie lubimy się zmieniać i nienawidzimy, kiedy zmieniać się każą nam inni. Kiedy temat zmiany stanie się kluczowym – mamy niemal pewność, że do zmiany nie dojdzie.

Tak więc najlepszą metodą zmieniania ludzi jest robienie tego w sposób niezauważalny i bez podkreślania, że byli w błędzie. Gaslighting zaprasza do użycia…

Gaslighting (nazwijmy roboczo po polsku „Gasnący płomień”) to wywieranie wpływu na umysłowe funkcjonowanie drugiej osoby poprzez wywołanie w niej wątpliwości co do poprawności jej osądów, oglądu sytuacji, oceny rzeczywistości, po to, by uległa naszemu wpływowi. Wywieranie wpływu ma charakter ukryty i skutkuje tym, że osoba „gasnąca” z czasem bardziej ufa stosującemu technikę niż sobie.

Brzmi strasznie, prawda? Jednak stosowana jest powszechnie, również w sposób moralny. Spójrz na to co robią prawnicy czy eksperci z niektórych dziedzin. Jeśli miałeś okazję przysłuchiwania się rozmowie (na swój temat) dwóch prawników z obu stron barykady, zapewniam Cię, że wątpiłeś w swoje umiejętności oceny sytuacji. Język prawniczy czy techniczna albo finansowa nowomowa to typowe przykłady „gasnącego płomienia”.

Jeśli sprawisz, że inni zaczną wątpić w swoje myśli – przyjdą do Ciebie jako do ostoi.

Sztuka Gaslightingu

Powtarzające się kwestionowanie – za każdym razem, kiedy ktoś ponownie kwestionuje to co mówimy i prosi, żeby wytłumaczyć mu to po raz kolejny – pojawia się nutka zwątpienia. Co ciekawe – im bardziej jesteśmy czegoś pewni – z tym większą siłą może uderzyć w nas zwątpienie. Działa to na zasadzie psychologicznego podkopywania fundamentów na których stoimy, tym bardziej, że nasza wiedza jest często płytka i oparta na przypadkowych źródłach.

Ważna uwaga – to kwestionowanie i powątpiewanie nie powinno być zagrażające albo wyzywające. Zwykłe uniesienie brwi działa świetnie.

Wskazanie na niewidzialne – kiedy ktoś wskazuje nam coś, z czego wcześniej nie zdawaliśmy sobie sprawy, a uważamy, że powinniśmy, pojawia się myśl: „czy przypadkiem nie przegapiłem jeszcze paru innych ważnych rzeczy?” W skrócie – pojawia się wątpliwość co do naszej wiedzy czy umiejętności. Znika pewność, a z jej zniknięciem otwiera się podatność na wpływy. Szczególnie na wpływy ze strony tych, którzy byli na tyle uprzejmi, że nas oświecili…

Mistyczne odniesienia – ludzie czyniący odniesienia do tego co tajemnicze czy mistyczne często stają się zaufanymi „tłumaczami” naszego życia. Typowe dla guru jest posiadanie tajemnej wiedzy, której nie można po prostu zdobyć, ale można odrobinkę uszczknąć. Mistyczne odniesienia dają potężną władze – uchodzenie za osobę, która ma kontakt z jakiegoś rodzaju tajemnym źródłem wiedzy czy oświecenia bywa zniewalające. Ludzie ustawią się w kolejce byś mógł zostać ich zaufanym powiernikiem oraz tłumaczem.

Ujawnianie ukrytych myśli innych ludzi – niezwykle prosta i niezwykle skuteczna metoda wpłynięcia na zwątpienie: zdradź im sekret tego, co myślą o nich inni (ale im tego nie mówią). To może być coś negatywnego („oni tak naprawdę uważają, że się do tego kompletnie nie nadajesz – oczywiście ja jestem innego zdania…”) ale może być i pozytywne („nie chcą Ci tego mówić, ale są zachwyceni, jesteś na dobrej drodze”). Powiedz im to, czego nie chcą powiedzieć inni.

Uderzenie grupą – to najzwyczajniej na świecie wykorzystanie presji społecznej (lub społecznego dowodu słuszności). Mało kto ma siłę przebicia potrzebną do wyrażania i utrzymywania poglądów przeciwnych panującym w grupie. Jednak kluczem do tej techniki jest to, że ludzie którzy już doszli do jakiś wniosków / poglądów (nawet jeśli ich jeszcze nie wyrazili) raczej mimo wszystko ich nie zmienią.

Dlatego zastosuj presję społeczną i dowód społeczny zanim ludzie ci będą zdążą wyciągnąć wnioski. Twórz zaufanie zanim pojawi się kwestia zaufania, pokaż jak są zadowoleni Twoi klienci zanim pojawi się temat zadowolenia.

Zasada stojąca za „gasnącym płomieniem” jest prosta – zanim zaakceptujemy poglądy innych, zazwyczaj musimy zacząć wątpić we własne.

Tym sposobem, model kontroli umysłu to:

Kontrola Umysłu = Ukryte Nałogi + Izolacja + Gaslighting.

O ile jednak izolacja i gasnący płomień nie działają zawsze – Teoria Niespójności oraz Ukryte Nałogi działają zawsze, wszędzie i na wszystkich.

Koniec części III

Do następnego razu!

Rafał MazurMarketing, Copywriting, Branding, Konsultacje